Radża Joga Śhigatse - polub nas na Facebook'u

Czym jest Raja Yoga
Kurs Raja Yogi
01. Cel i środki
02. Zasady
03. Szkoły tajemne
04. Ścieżka
05. Wyniki
06. Jama
07. Nijama
08. Asana
09. Pranajama
10. Pratyahara
11. Przygotowanie
12. Dharana
13. Imaginacja
14. Dhyana
15. Inspiracja
16. Samadhi
17. Kontemplacja
18. Samjama
19. Intuicja
20. Oświecenie
21. Na drogę
22. Literatura cytowana
12 stopni ku Bogu
Pieczęć Inicjacji
Duchowy Nauczyciel
Etapy początkowe
Guru i Mistrzowie Mądrości
Medytacja Raja Yogi
6 Lekcji Radża Jogi

Raja Yoga

Józef Āćārya Świtkowski
DROGA W ŚWIATY NADZMYSŁOWE – RĀDŹA JOGA NOWOCZESNA
Królewskie Zjednoczenie, Ścieżka Królewska

Rozdział XVII.
KONTEMPLACJA (Duchowe zatapianie się)

Ćwiczenia, które wykonywałeś na stopniu dharany i dhjany przygotowały cię do przeprowadzenia medytacji w sposób odpowiedni. Uprawiając je wytrwale, doszedłeś do spostrzeżenia, że nie wystarczyłaby ci sama znajomość sposobu, w jaki prowadzi się medytację. Oprócz zaznajomienia się ze sposobem "technicznym", potrzebne są tu siły szczególne, których w życiu codziennym nie mógłbyś w sobie rozwinąć. Bez tych sił twe medytacje zostałyby tylko zwyczajnymi rozmyślaniami, nie oświecającymi cię bardziej niż wyniki myślenia mózgowego. Wiesz już jakimi drogami doszedłeś do tych sił w sobie.

Przede wszystkim, były to twoje własne "oszczędności" w uczuciach, nastrojach i myślach. Oduczyłeś się myśleć o rzeczach niepotrzebnych, oduczyłeś się przeskakiwać uczuciami od radości do wybuchów rozpaczy, oduczyłeś się zniecierpliwienia, zgryźliwości, pesymizmu, więc te zapasy energii, które przedtem na to marnowałeś, pozostały nie zużyte i do twej wolnej dyspozycji. Następnie, nauczyłeś się milczeć myślami, uczuciami i wolą, uniezależniając je od wrażeń zewnętrznych. Dzięki temu mogłeś te władze myśli, czucia i woli kierować do twego wnętrza, zamiast wysyłać je na zewnątrz, by odpowiadać na wrażenia. Ponadto, zharmonizowałeś je wszystkie ze sobą.

Uporządkowanie i oczyszczenie ciała myślowego, uwolnienie go od niepotrzebnych myślaków i wdrożenie do tworzenia myślaków żywotnych, dało ci władzę nad tym ciałem i nad jego energiami. Ponadto, uniezależniłeś się od myślenia wyłącznie mózgowego, uprawiałeś bowiem medytacje na tematy niedostępne mózgowi. Potrafisz teraz zatrzymywać siły myślowe w ciele myślowym, zamiast marnować je na pobudzenie mózgu do drgań ciężkich i powolnych, bo do innych nie jest zdolny.

Ten nadmiar sił myślowych, zatrzymany we wnętrzu, służy ci teraz do budzenia i rozwijania twej padmy dwupłatkowej. Zewnętrznym objawem tego rozwoju, zanim jeszcze zaczniesz świadomie odczuwać ruch tej czakry, będzie pewna zmiana w twych zdolnościach pamiętania, która początkowo może wzbudzić w tobie pewien niepokój. Zauważysz, że słabnie twoja pamięć mechaniczna. Szczegóły, które dawniej z łatwością zapamiętywałeś, takie jak: nazwiska, liczby, wiersze, arie muzyczne, teraz ulatują z niej bez śladu.

Wzrasta natomiast twoja zdolność tworzenia nowych pojęć i zachowywania ich w pamięci obok pojęć dawniejszych, jeżeli takie pojęcia sam sobie utworzyłeś własną pracą myślową, a nie wtłoczyłeś ich mechanicznie już gotowych, wyczytanych lub zasłyszanych od kogoś. Początkowo będzie cię to może martwiło, jeżeli jeszcze w ogóle jesteś zdolny do martwienia się czymkolwiek. Wkrótce jednak zauważysz, że na tej zmianie zdolności pamięci nic nie tracisz, przeciwnie, wiele zyskujesz. Zamiast posługiwania się cudzymi pojęciami, które przyswoiłeś sobie tylko mechanicznie, zaczynasz coraz częściej używać pojęć własnych, nie przejętych od nikogo.

Opanowanie ciała astralnego przywiodło je do znacznego stopnia spokoju. Nie poddajesz się biernie uczuciom, których nie chcesz, ani też sam nie budzisz w sobie niepotrzebnych uczuć. Jeżeli nie chcesz, nie odpowiadasz uczuciami na wrażenia zewnętrzne. Dzięki temu zatrzymujesz w sobie ogromny zapas energii uczuciowej, który przedtem marnowałeś na mimowolne wysyłanie tej energii na zewnątrz. To "zatrzymywanie słowa" w duszy, jak je zwą okultyści, doprowadza do rozkwitu padmę 16-płatkową, dając jej to, co słońce, deszcz i ziemia daje roślinie.

Jak potężna jest ta energia ciała astralnego zrozumiesz wtedy, gdy uświadomisz sobie, że to ona umożliwia człowiekowi mówienie. Pierwsze dźwięki, które człowiek w zamierzchłych czasach wydawał swym narządem głosowym wyrażały tylko jego wewnętrzne uczucia, stan jego ciała astralnego. Były mową jego duszy, wyrazem tego, co odczuwał, składały się wyłącznie z samogłosek. Dopiero znacznie później człowiek doszedł do wymawiania spółgłosek, wtedy, gdy zaczął sobie uświadamiać swe otoczenie, gdy zaczął posługiwać się zmysłami ciała fizycznego. Wtedy to usiłował naśladować brzmieniem spółgłosek zjawiska zewnętrzne, a łącząc je z wrażeniami wewnętrznymi, jakie na nim te zjawiska wywierały, łączył samogłoski ze spółgłoskami w złożone dźwięki.

W ten sposób powstały dzisiejsze zgłoski, a z nich wyrazy, początkowo jednozgłoskowe, później bardziej złożone. W obecnych czasach ludzie nadużywają mowy, nie posługują się nią po to, aby wyrazić wrażenia, jakie na nich wywierają zdarzenia zewnętrzne, ani też by wyrazić stan duszy, lecz po to, aby ukryć i zataić stan swej duszy przed innymi. Dlatego też marnują te siły wewnętrzne, które mają służyć do ożywiania padmy krtaniowej i dlatego tej czakry nie mogą rozwinąć. Ty jednak umiesz już "zatrzymywać w duszy słowo" i dzięki temu zdołasz doprowadzić do rozkwitu twój lotos 16-płatkowy.

Ćwiczenia wykonywane na stopniach dotychczasowych oczyściły i przekształciły także twoje ciało eteryczne. Oduczyłeś się wszelkich ruchów mimowolnych i zbytecznych, natomiast zacząłeś uzyskiwać władzę nad prądami eterycznymi. Twoja wola wyzwalająca się coraz bardziej z przymusowego związku z uczuciem i myślą, może być coraz bardziej niezależna od twych ciał, może służyć coraz doskonalej jako narzędzie twej jaźni wyższej. Dlatego też, z pewnością często zauważasz, że to nie "ty" chcesz tego czy tamtego, lecz że "coś" chce w tobie. Zauważasz to w chwilach, gdy jesteś w nastroju powszednim, gdy myślisz po ziemsku i starym zwyczajem uważasz za twoje "ja" swe ciała, a one bynajmniej nie chcą tego, czego właśnie chce owo "coś" w tobie, twoja jaźń wyższa.

Oprócz tego, zauważasz, że twoja wola spotężniała do granic dawniej ci niedostępnych. Prosty nakaz woli wystarcza, abyś bez ociągania się podjął czynność trudną, nie przynoszącą ci ani przyjemności, ani najmniejszej korzyści. Otóż, twoja wola dlatego jest teraz tak potężna, bo nie marnujesz jej na wysługiwanie się impulsom z otoczenia, nie zwracasz jej na odpowiadanie wrażeniom zewnętrznym, nie zmuszasz jej do wysiłków nad pobudzaniem do ruchu materii tak grubej, jak fizyczna, dlatego też możesz nią władać w materii eterycznej.

Zaczynasz teraz już jaśniej pojmować czym jest owo rozszczepienie osobowości, o którym wspominałem ci dawniej. Przypatrz się tylko różnicy między tobą dzisiejszym, a tobą sprzed lat siedmiu. Wówczas zachowywałeś się w życiu podobnie jak inni ludzie, to znaczy: myśl, uczucie i wola były w tobie związane ze sobą w pewien sposób wszczepiony ci przez wychowanie i stosowanie się do otoczenia. Gdy spostrzegłeś pociągający przedmiot, budził on twą żądzę i obmyślałeś środki, jakimi mógłbyś go zdobyć. Inaczej mówiąc, przedmiot przez wywieranie wrażenia na twym ciele astralnym pobudzał je do drgań; związane z nim ciało myślowe pracowało nad sposobami zaspokojenia żądzy, a wreszcie ciało eteryczne, ściśle związane z tamtymi, wpływało swoją wolą na ciało fizyczne zmuszając je do działań, aby zdobyć ten przedmiot upragniony.

Teraz już tego nie ma. Przedmiot, choćby najbardziej upragniony dla innych, wywiera wprawdzie wrażenie na twych zmysłach, ale na tym koniec. Wrażenie to może jest nawet silniejsze dla ciebie niż dla innych, bo masz wysubtelnione zmysły fizyczne, ale to wrażenie nie budzi – jeżeli nie chcesz – ani twego uczucia, ani myśli, ani woli. Wrażenie to dochodzi przez zmysły do twej świadomości, ale nie pobudza cię do niczego. Przyjmujesz je po prostu do wiadomości, jak jakąś wiadomość z zewnątrz, którą zajmiesz się dopiero później. Jedynie ty sam osądzasz, czy masz odpowiedzieć na to wrażenie i jak masz odpowiedzieć: myślą, uczuciem czy wolą. Jesteś wolny, jesteś zupełnie oswobodzony. Nic z zewnątrz nie zmusza cię do myślenia, do odczuwania lub do działania.

Sam swobodnie wybierasz: czy masz działać i czym działać. Możesz działać samą tylko myślą, a więc wrażenia wywartego na tobie przez ów przedmiot użyć jako tematu do medytacji. Możesz działać uczuciem, to znaczy, wzbudzić w swym ciele astralnym drgania jakie zechcesz, a więc drgania zachwytu nad tym przedmiotem lub też drgania żądzy, jeżeli je uznasz za potrzebne. Możesz wreszcie działać wolą, to znaczy: wywrzeć ciałem eterycznym nacisk na ciało fizyczne, aby ów przedmiot przyniosło tobie lub oddało go komuś innemu, zależnie od twego uznania.

Twoją cechą jest teraz niezależność twej myśli, twych uczuć i twej woli od wrażeń zewnętrznych. Nie jest to bezwrażliwość, bo wrażenia odbierasz i uświadamiasz je sobie. Uświadamiasz je sobie nawet dokładniej niż inni, bo je odbierasz nie zamącone twymi myślami, ani uczuciami. Zachowujesz wobec wrażeń pełną świadomość, nie odcinasz się od nich transem, jak to czynili Indowie w samadhi. Trwasz zatem, we wszechświadomości. To jest dla ciebie turija, ów "czwarty stan świadomości". Indom był dostępny tylko w transie, tobie zaś zawsze, jest to twój stan normalny. Dopiero w tym stanie zdołasz uprawiać odpowiednio kontemplację, czyli pogrążać się świadomością w dowolnie obrany przedmiot, rozpamiętywać go, bo kontemplacja to "rozpamiętywanie". Oczywiście, może to być równie dobrze przedmiot fizyczny jak uczucie, pojęcie zmysłowe lub idea abstrakcyjna. Teraz będzie dla ciebie zrozumiały związek miedzy rozszczepieniem osobowości, a tworzeniem w głowie ośrodka prądów eterycznych. Dopóki nie była w tobie rozluźniona wzajemna łączność myślenia, czucia i chcenia, nie mogłeś pokusić się o swobodne kierowanie ciałem eterycznym, bo ono właśnie było skrępowane w swych ruchach związkiem z innymi ciałami. Działać mogło tylko łącznie z ciałem astralnym i myślowym, miało więc nie jeden, lecz trzy ośrodki, z których promieniowały jego prądy. Dopiero wtedy, gdy oswobodziłeś myślenie od przymusowego związku z uczuciem i wolą, uwolniłeś od skrępowania ośrodek w głowie.

Oswobadzając uczucie od związku z wolą, uwalniasz ośrodek drugi z rzędu, leżący w okolicy krtani. Gdy go umocnisz na tyle, aby mogły z niego rozchodzić się prądy po ciele eterycznym, możesz przystąpić do przygotowywania ośrodka trzeciego, przy sercu. Umocnienie każdego z tych ośrodków powoduje rozkwit i dojrzałość odpowiedniej padmy, a więc: dwulistnej, 1szesnastolistnej i dwunastolistnej. Jednak, padma serca nie powinna być czynna wcześniej, zanim całe ciało eteryczne pokryje się ową plecionką gęsto utkaną z drobniutkich prądów na powierzchni. Sposób, w jaki się to odbywa, poznasz jednak dopiero później. Teraz możesz tylko dzięki kontemplacji przybliżać się do tego, biorąc za przedmiot rozpamiętywania własne ciało eteryczne.

Do takiego rozpamiętywania potrzebne ci jest pewne przygotowanie medytacyjne, którego przedmiotem jest czynność ciała eterycznego. Z cennych wskazówek dra Steinera (I) podam ci tu jeden taki przedmiot medytacji, wzięty z symboli różokrzyżowych. Z rozdziału o inspiracji pamiętasz zapewne temat rozmyślania o różnicy miedzy rośliną a człowiekiem. Powtórz sobie to rozmyślanie z towarzyszeniem uczuć jak najżywszych, a następnie zbuduj sobie symbol złożony z krzyża prostego, czarnego, na tle błękitnym, a uwieńczonego na skrzyżowaniu swych ramion gwiazdą z siedmiu czerwonych róż. Czarny krzyż symbolizuje unicestwienie tego wszystkiego, co w popędach i żądzach ludzkich jest niskie. Dopiero dzięki ukrzyżowaniu żądze te otrzymają czerwień czystą, jaką ma tylko kwiat róży. Staraj się przeżywać w duszy jak najgłębiej to uszlachetnienie barwy twej oczyszczonej krwi, aż do odcienia kwiatu różanego, przeżywać je jak najdłużej i jak najwyraźniej. Następnie odłóż na bok imaginację tego symbolu, to znaczy, odwróć uwagę od obrazu wianka róż na ramionach krzyża unoszącego się w przestrzeni błękitnej, a zwróć uwagę na samą czynność twej świadomości, którą utworzyłeś sobie ów symbol.

Róża, błękit, krzyż to są przedmioty zewnętrzne, ale działalność, która je razem zestawiła w jeden symbol, jest już działalnością czysto wewnętrzną. Ty swoją wolą zbudowałeś sobie ów symbol. Pogrąż się teraz w tę czynność twej woli, rozpamiętuj jej działalność twórczą, która zestawiła symbol mówiący ci tak wiele. Jeżeli takie pogrążenie się zdołasz doprowadzić do odpowiedniej głębi, przeżyjesz coś dotychczas ci nie znanego: oto, ty sam staniesz się tym krzyżem, różą i błękitem. Odczujesz że masz sam postać krzyża, na którym rozpiąłeś twe żądze i popędy, a czerwień niewinna siedmiu róż zmieni ci się w czyste promieniowanie twych siedmiu lotosów.

Taką kontemplację przygotowawczą uprawiaj co dzień aż do wyniku właśnie określonego, a dopiero potem przejdź do następnej. Werset początkowy Ewangelii św. Jana zawiera jeden z najpotężniejszych tematów i jeżeli potrafisz przeprowadzić odpowiednio kontemplację, sam spostrzeżesz jak doniosłe jest jej działanie. Są to te proste zdania: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało".

Zdania następne posłużą ci już za temat do drugiej kontemplacji odrębnej: "W nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła". Nie zrażaj się tym, gdy od razu, za pierwszym ćwiczeniem nie dojdziesz do wyniku, gdy może nawet nie pojmiesz głębi tej treści mieszczącej się w tych pozornie prostych wersetach. Tu właśnie będziesz mógł sam przed sobą zdać egzamin z wytrwałości i niezrażania się niepowodzeniami. Jednak nie przechodź do drugiego tematu kontemplacji, dopóki w pierwszym nie osiągniesz niewątpliwego wyniku.

Nie będę ci dalej podawał gotowych wzorów myślowych, według których mógłbyś prowadzić kontemplację. Poprzednie wskazówki wystarczająco jasno mówią ci, jak masz sobie tworzyć te wzory. Twórz je sobie zatem sam. Próbuj nie opierać się na nikim i na niczym, tylko na sobie samym. Jeżeli pójdziesz błędnym torem, twój zmysł prawdy na czas cię ostrzeże, abyś zawrócił z manowców. Zapewne, zawrócisz wiele razy, zanim uda ci się znaleźć właściwy tor. Będziesz bogatszy o cały szereg doświadczeń, jakie dadzą ci te początkowe niepowodzenia. Idzie o to właśnie, abyś nie szedł cudzą drogą, lecz własną, abyś nie wykonywał nic ślepo i biernie, lecz zawsze wszystko świadomie i z własnej woli. Mistrz poda ci tylko warunki, którym masz sprostać, wskaże ci wyniki, jakie masz osiągnąć, ale żadnych środków mechanicznych ci nie dostarczy. "Nie możesz pójść tą drogą, nim się nią sam nie staniesz" – mówi Guru do przyjętego ucznia, a czeladnikowi mówi już inaczej: "Tyś jest ścieżką". Porównaj teraz z tym słowa Chrystusa: "Jam jest droga, prawda i żywot".

Drogę wiec musisz znaleźć sam, własnymi siłami i w sobie samym. Gdybyś ją otrzymał z zewnątrz, gotową, np. ode mnie, poszedłbyś moją drogą, nie swoją. Jeżeli zaś podaję ci tematy do medytacji i kontemplacji, to nie wynika z tego, że są to "moje" tematy. Są one ogólnoludzkie. Temat z Ewangelii św. Jana możesz uważać za istniejący od 19 wieków, zanim spostrzeżesz, że jest bez porównania starszy. Każdy z tematów, które ci przytoczyłem, jest ogólnoludzki, dający się zastosować w każdej epoce rozwoju ludzkości. Zależnie od poziomu rozwoju tych epok, będzie w każdej budził co innego, ale w każdej z nich zbudzi właśnie najwznioślejsze zdolności, jakie w danej epoce w ogóle można osiągnąć.

Temat różokrzyża, jakkolwiek istnieje zaledwie od sześciu wieków, jest również ogólnoludzki. W każdym bowiem temacie, rzeczą istotną jest to, co on budzi, a treść myślowa jego leży na planie podrzędnym. Idzie nie o szczegóły jego budowy, nie o materiał, lecz o siły, które go budowały i o zdolności, które budzi. Temat jest tylko środkiem do zbudzenia pewnych sił w duszy, a one same powiodą cię już do wyników, częstokroć może całkiem odmiennych od tematu. Z tego punktu widzenia bierz zarówno tematy dotychczasowe jak i dalsze, które znajdziesz w tej książce. Teraz podam ci jeszcze trzy, zaczerpnięte (F) z "hali nauki", są to:

"Nim słyszeć zdoła twe ucho, musi mu zniknąć wrażliwość".
"Nim głos przed Mistrzem przemówi, niech straci możność ranienia".
"Nim dusza stanie przed Mistrzem, krew serca ma spłukać ci stopy".

Gdy szczerze zabierzesz się do wykonywania tych ćwiczeń, stopniowo zaczniesz rozumieć czym jest kontemplacja i jaki jest jej związek ze stanem samadhi. Na stopniu dharany miałeś koncentrację, na stopniu dhjany medytację, a dopiero na stopniu samadhi masz kontemplację. Takie pogrążenie się zupełne i zatopienie się, które nazywamy kontemplacją, jest możliwe dopiero po dojściu do stopnia samadhi. Musisz być wówczas panem nie tylko swej uwagi – bo to opanowałeś dzięki dharanie – nie tylko umieć medytować – bo do tego doszedłeś na stopniu dhjany – lecz ponadto, musisz pogrążać się całkiem w przedmiot twego rozmyślania, "rozpamiętywać" go, żyć w nim, stawać się nim samym. Dawniej nazywano to "zapamiętywaniem się" w czymś, co było określeniem bardzo trafnym. Kontemplacja będzie dopiero wtedy doskonała, gdy zapamiętasz się najzupełniej w przedmiocie twej medytacji, gdy stracisz na ten czas pamięć siebie.

Zastanów się teraz nad tym, co znaczy stracić pamięć siebie. Czym jest w ogóle całość tego, co nazywasz sobą? Tym, czym jesteś zrobiła cię suma twych przeżyć, twych doświadczeń myślowych, uczuciowych i fizycznych, tego wszystkiego, co nagromadziłeś w pamięci. Jeżeli więc nagle straciłbyś teraz pamięć, przestałbyś być sobą. Nie wiedziałbyś, kim jesteś, jak się nazywasz, skąd pochodzisz, kogo znasz, co wiesz, jednym słowem, nie wiedziałbyś nic o sobie, nie byłby sobą. W kontemplacji, w zapamiętaniu się, masz właśnie stracić tę pamięć, masz przestać być sobą. Nie znaczy to jednak, jakobyś miał stracić pamięć na zawsze. Masz ją tylko na bok odłożyć, jako niepotrzebny balast, aby ci nie przeszkadzał w kontemplacji. Później, po ukończeniu rozpamiętywania, znowu wrócisz do swych zasobów pamięciowych, wrócisz do tego, co nazywasz sobą, inaczej mówiąc: "przyjdziesz do siebie". Jest to znowu jedno z dawnych wyrażeń, niesłychanie trafnych, chociaż dziś ludzie stracili zrozumienie, co ono oznacza. Przychodzisz "do siebie" wtedy, gdy odzyskujesz pamięć; przychodzisz ponownie do swej pamięci. Jeżeli zatem przychodzisz "do siebie", to poprzednio musiałeś "wyjść z siebie". Niemcy mają na to wyrażenie "ausser sich sein" (być poza sobą), my zachowaliśmy tylko podobne: "nie posiadać się" z gniewu, z radości itp.

W kontemplacji, wiec, "wychodzisz z siebie", a po niej "przychodzisz do siebie" i to jest dosłowną prawdą. Twoja jaźń wyższa wychodzi ze swych powłok: z ciała fizycznego, eterycznego i astralnego, a zabiera ze sobą tylko ciało myślowe. Dokładnie to samo czynili indyjscy jogini w swym śnie samadhi. Ale oni czynili to we "śnie", czyli w transie, a ty to czynisz na jawie. Pamięć, jak wiesz, należy do ciała eterycznego, zostawiasz zatem pamięć w tym ciele, nie bierzesz jej ze sobą. W ten sposób "zapamiętujesz się", tracisz pamięć w przedmiocie twej kontemplacji. Twa jaźń wyższa jej nie potrzebuje. Ale potrzebuje jej jaźń niższa (ta, którą inni ludzie za "ja" uważają) i ma ją, bo została w twym ciele eterycznym. Dlatego nie tracisz przytomności podczas twego samadhi, nie zapadasz w sen, lecz zachowujesz przytomność.

Raja Yoga





© 2003-2008 Bractwo Złotej Szaty Świątyni Mądrości Śigatse. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: raani@shigatse.pl