Radża Joga Śhigatse - polub nas na Facebook'u

Czym jest Raja Yoga
Kurs Raja Yogi
01. Cel i środki
02. Zasady
03. Szkoły tajemne
04. Ścieżka
05. Wyniki
06. Jama
07. Nijama
08. Asana
09. Pranajama
10. Pratyahara
11. Przygotowanie
12. Dharana
13. Imaginacja
14. Dhyana
15. Inspiracja
16. Samadhi
17. Kontemplacja
18. Samjama
19. Intuicja
20. Oświecenie
21. Na drogę
22. Literatura cytowana
12 stopni ku Bogu
Pieczęć Inicjacji
Duchowy Nauczyciel
Etapy początkowe
Guru i Mistrzowie Mądrości
Medytacja Raja Yogi
6 Lekcji Radża Jogi

Raja Yoga

Józef Āćārya Świtkowski
DROGA W ŚWIATY NADZMYSŁOWE – RĀDŹA JOGA NOWOCZESNA
Królewskie Zjednoczenie, Ścieżka Królewska

Rozdział XVIII.
SAMJAMA [Samyama/h] (Nadświadomość)

Trzy szczeble najwyższe: dharana, dhjana i samadhi razem wzięte, nazywają się w Radźa Jodze samjama. Wiesz już, że szczeble te nie idą kolejno po sobie, lecz biegną równolegle obok siebie. Zatem samjama nie jest czwartym stopniem po tamtych trzech poprzednich, lecz ich sumą, ukoronowaniem. Do samjamy potrzebne są zdolności, wykształcone w dharanie, dhjanie i samadhi. Tymi wykształconymi zdolnościami są uzdolnienia w koncentracji, medytacji i kontemplacji. Stosując je wszystkie trzy razem, uprawiasz samjamę. Podczas dotychczasowych ćwiczeń zapewne zauważyłeś, że tylko koncentrację można uprawiać samą dla siebie, ale medytacji ani kontemplacji – nie można. Medytując musisz zarazem stosować koncentrację, bo bez skupienia uwagi niepodobna rozmyślać dłużej o jednym przedmiocie. Do kontemplacji potrzeba ci nie tylko koncentracji, lecz i medytacji. Pogrążyć się w przedmiot wybrany i rozpamiętywać go zdołasz tylko wtedy, gdy umiesz utrzymać na nim stale uwagę przez odpowiedni czas i zjednoczyć się z nim rozmyślaniem. Dlatego więc samjama wymaga równocześnie dharany, dhjany i samadhi, i dlatego jest nimi wszystkimi jednocześnie.

Jeżeli naprawdę doszedłeś do samjamy, to znaczy, jeżeli doszedłeś do niej nie czytaniem tylko i rozumieniem czym ona jest, to osiągnąłeś coś niesłychanie doniosłego. Po prostu doświadczalnie sprawdziłeś, że duch istnieje. Sprawdziłeś, że nie tylko mózgiem można myśleć, lecz i duchem, że nie tylko w ciele fizycznym można być świadomym siebie, lecz i poza nim, a nawet poza ciałem eterycznym i astralnym. Sprawdziłeś, że poza tym, co dotychczas nazywałeś swoim "ja" istnieje drugie "ja", nie tylko równie rzeczywiste jak tamto, ale i nieskończenie wartościowsze od niego.

To drugie "ja", czyli twoja jaźń wyższa, początkowo wydawać ci się będzie czymś nieco obcym, jakby jakąś obcą i odrębną istotą, która nie wiadomo skąd przybyła i zaczyna wtrącać się w twoje sprawy. Ale istota ta wydaje ci się obcą tylko wtedy, gdy myślisz po ziemsku, gdy po staremu, z nawyku, za swoje "ja" uważasz swe ciała. To właściwie im, tym ciałom, wydaje się obca ta istota, nie tobie. To one miałyby nieraz ochotę zbuntować się przeciwko niej, wypowiedzieć jej posłuszeństwo. Ale ty im na to nie pozwalasz, bo wiesz, że ta druga istota to właśnie ty, prawdziwy i nieśmiertelny.

Jednak, aby dojść do tego, musiałeś uprawiać medytacje i kontemplacje odpowiednio długo i odpowiednio głęboko. Każdy z tematów, które ci dotychczas podałem, starczy co najmniej na dwa miesiące, masz więc łącznie zapas tematów na kilka lat! Wspomniałem ci już, że zbyteczne byłoby przechodzenie do nowego tematu wcześniej, zanim poprzedni wywrze swoje właściwe działanie na twe ciała. Zauważ, że medytacja działa od ciała myślowego w dół, na ciało astralne i eteryczne, a na każde z nich zużywa co najmniej tydzień, jeżeli ją uprawiasz regularnie codziennie. Zatem, aby działanie przeniosło się z ciała myślowego aż do eterycznego, wymaga to w najlepszych warunkach trzech tygodni. A ileż razy odbędziesz medytację niedokładnie, tylko powierzchownie lub nawet ją całkiem opuścisz? Jednakże, każde opuszczenie, każdy dzień przerwy, odbija się podwójnie niekorzystnie na wyniku. Medytacja ma wytworzyć rytm duchowy, ma wdrożyć cię do codziennego, o stałej porze, nawiązywania łączności świadomej z twą wyższą jaźnią. Zatem, każdy dzień stracony utrudnia już nawiązanie tej łączności następnym razem, zakłóca kolejny rytm, opóźnia rozkwit twoich lotosów. Teraz zrozumiesz całą doniosłość tego, co może zapamiętałeś z wstępnych rozdziałów tej książki, gdy mówiłem, że pięć minut dziennie wystarczy na wykonywanie ćwiczeń jogi, jeżeli będziesz im poświęcał pięć minut stale, codziennie.

Teraz także potrafisz zrozumieć całą prawdziwość zdania, z którym spotkałeś się zapewne już poprzednio, a które może uważałeś za twierdzenie raczej teoretyczne, niż możliwe do ściśle praktycznego zastosowania. Zdanie to brzmi: Gdy stawiasz jeden krok ku wiedzy, postaw jednocześnie trzy kroki ku uszlachetnieniu się moralnemu. Bez takich trzech kroków w kierunku oczyszczenia się etycznego, twój krok w kierunku wiedzy byłby bezcelowy. Rozumiesz bowiem, że tę wiedzę, to poznanie wyższe możesz osiągnąć tylko wtedy, gdy potrafisz wznieść się do wyżyn tej wiedzy. A wznieść się zdołasz tylko wtedy, gdy nie będzie cię obciążał balast materialny, gdy ciała twe wszystkie będą tak czyste, że nic w nich nie znajdzie się niskiego, co by je w dół, ku ziemi spychało.

Drabina, po której uczeń wstępuje, składa się z cierpień i bólów, a zwyciężyć je może tylko potęga cnoty... Dolny koniec drabiny stoi w grząskim błocie twych grzechów i błędów, a nim zdołasz przekroczyć przepaść głęboką materii, musisz obmyć nogi w wodzie zaparcia się siebie. Zważ, abyś brudną stopą nawet na szczebel dolny nie stąpnął. Biada temu, kto stopami nieczystymi zbrudzi drabinę. Brud lepki przyschnie i przyklei nogi wstępującemu, jak łowi się na lep ptak nieopatrzny, a przez to dalszy postęp w górę powstrzyma" (D). Oto słowa poetyczne, ale głęboko prawdziwe, z "Głosu milczenia" wyjęte.

Bez takiego oczyszczenia się moralnego, samjama byłaby zupełnie chybiona. Spostrzegłbyś tu objaw czysto fizyczny, a więc zewnętrzny, który by ci to doświadczenie potwierdził. Usiłując wznieść się do wyżyn samjamy bez najsurowszego oczyszczenia i uszlachetnienia swych ciał, nie zdołałbyś utrzymać świadomości i przy każdym wysiłku w stronę samjamy bezwiednie wpadałbyś w trans. Po prostu musiałbyś zostawiać swe ciała, zrzucać je, bo byłyby zbyt ciężkie i brudne dla tych wyżyn, do których wiedzie samjama. Dlatego Hatha jogin, choćby na ogół nie szedł w kierunku wyraźnie czarnoksięskim, nie zdoła inaczej wstępować w światy wyższe, jak tylko w transie. Ciała swe musi zostawiać na ziemi, bo byłyby dla niego niezwyciężoną przeszkodą, mimo że i te światy "wyższe", do których on ma dostęp, nie należą jeszcze do najwyższych. Jak już wiesz, jest to zaledwie równia astralna albo co najwyżej dolne regiony równi myślowej, a więc światy, w których ty już od dawna umiesz przebywać z pełną świadomością, uprawiasz bowiem imaginację i inspirację.

Jeżeli więc zdarzy ci się, że wbrew woli i mimo wszelkich wysiłków wpadniesz w bezświadomość podczas ćwiczeń w samjamie, to nie obwiniaj o to samjamy, ale siebie samego. Widocznie niezbyt dokładnie uprawiałeś jamę i nijamę, niezbyt ściśle i bezstronnie przeprowadzałeś swe rachunki sumienia, skoro w twych ciałach ukryły się jeszcze osady tak ciężkie, że ich unieść ze sobą nie możesz. Jeżeli więc, podczas samjamy spostrzegasz, że coraz trudniej ci zachować świadomość, bo zaczynasz tracić przytomność, to zaniechaj na pewien czas ćwiczeń w samjamie, a tym dokładniej przejrzyj własne wnętrze. Możliwe, że podczas wstępowania na stopnie dharany i dhjany mniejszą uwagę zwracałeś na swe wnętrze i może w nim, bez twej wiedzy, wykiełkowało coś zgoła niepożądanego. Najczęściej będzie to pycha, ale zamaskowana tak mistrzowsko, że nie od razu spostrzeżesz jej istnienie. W parze z nią idzie egoizm, bo nie można być pysznym nie będąc samolubnym.

Pomyśl teraz nad tym, czym jest samjama i na czym polega. Wiesz już, że składa się na nią: dharaną, dhjana i samadhi. Ale to jest tylko wyliczenie składników, a nie określenie istoty. Nie staraj się jednak formułować sobie definicji, choćby najbardziej ścisłych i wyczerpujących, bo definicje, nawet najznakomitsze, nie mogą nigdy objąć istoty wszystkiego. Zamiast definiować, zbieraj cechy charakterystyczne, a więc charakteryzuj. Definicje są w wiedzy tajemnej bezwartościowe, już choćby z tego powodu, że tu każda rzecz ma co najmniej siedem znaczeń. Mógłbyś więc, dla każdej podać siedem różnych definicji i wszystkie byłyby równie dobre, to znaczy, równie jednostronne. Wspomnij tylko, czym jest dla ciebie samjama, czym dla Hatha jogina. Pomyśl także, czym byłaby dla zdecydowanego czarnoksiężnika. Ponadto zważ, że istota rzeczy zmienia się z biegiem czasu, po prostu, rozwija się i udoskonala, chociaż nazwa pozostaje nie zmieniona. Taka samjama, jak twoja, nie byłaby w dawnych Indiach możliwa. Nawet najznakomitsi z ich Radża joginów nie zdołaliby uprawiać jej przy pełnej świadomości, bo do tego wówczas nie dorośli stopniem swego rozwoju.

Uprawiając samjamę, stosujesz dharanę, dhjanę i samadhi. One wszystkie trzy są tu niezbędne i to jest cechą charakterystyczną samjamy. Samadhi jest, jak wiesz, stanem odmiennym od stanu jawy człowieka zwykłego i w tym stanie samadhi posługujesz się dharaną i dhjaną. Bez samadhi miałbyś nie samjamę, lecz koncentrację i medytację. Dopiero podczas samadhi możliwa jest kontemplacja. Wiesz już, że ów stan, w którym jesteś podczas samadhi, zwie się turija. Zatem, zdefiniowałbyś samjamę jako "turiję kontemplacyjną". Wkrótce jednak spostrzeżesz, jak jednostronna jest taka definicja, mimo że wydaje ci się możliwie najściślejsza. Samjamę możesz uprawiać nawet na przedmiotach najpowszedniejszych, do których wystarczy zwykła obserwacja codzienna. Jednostronność i cząstkowość każdej definicji tkwi w samym jej założeniu. Definiując coś, czynisz je skończonym, zakrzepłym, ograniczonym, martwym, a samjama jest zdolnością, jest możliwością, jest zatem czymś zawsze żywym, czymś stającym się ciągle i zmieniającym, a nie gotowym, skostniałym. Nie jest faktem, lecz zdolnością stwarzania różnych faktów bez ograniczenia.

Czytając, a raczej wczytując się w tę książkę, może zauważyłeś, że w różnych jej rozdziałach mówię o tych samych rzeczach co innego. W różnych miejscach charakteryzuję ci te same rzeczy z różnych stron. Stwórz sobie imaginację trójkątnej latarni, złożonej z trzech szybek kolorowych, pomiędzy którymi jest zamknięta świeca. Otóż raz pokazuję ci tę świecę od strony szybki czerwonej, drugi raz od strony żółtej, innym razem od niebieskiej. Przecież za każdym razem widzisz tę samą świecę. Tylko za każdym razem widzisz ją od innej strony i przez inną szybkę, chociaż za każdym razem widzisz ją dobrze i dokładnie. Pomyśl teraz jaki to ma związek z różnicą między definicją a charakterystyką.

Jeżeli weźmiesz za temat samjamy Trójcę Świętą, a więc Ojca, Syna i Ducha jako Boga jednego w trzech Osobach, dojdziesz szybko do spostrzeżenia różnicy jaka jest między scholastyczną definicją tej Trójcy a między tym, co odczujesz jako cechę charakterystyczną trójjedności. Wówczas potraktujesz z pobłażaniem frazeologię, która na pozór logicznie chce dowieść, że "Ojciec nie może być starszy od Syna, bo jest Ojcem dopiero od tej chwili, od której ma Syna".

Jako temat nieobowiązkowy podam ci tu jeden z "aforyzmów o jodze" Patandżalego (L., III, 34): "Samjama, stosowana na serce, daje świadomość zdolności myślenia". Zważ, przed ilu wiekami spisano te aforyzmy i porównaj z nimi słowa jasnowidzącej z Prevorst (K): "W stanie zupełnego jasnowidzenia myślę tylko samym duchem w okolicy dołka sercowego... Ta jawa duchowa następuje tylko w chwilach, w których człowiek zapamiętuje się w sobie lub z siebie wychodzi". Pani Hauffe dzieliła, jak wiesz, ustrój człowieka na trzy człony: ducha, duszę i ciało. Było to zgodne z trójczłonowym podziałem u różokrzyżowców, chociaż o nich nigdy nie słyszała. Masz tu znów trójcę, połącz ją w samjamie z trzema padmami w twym ciele: z padmą dwulistną, szesnastolistną i dwunastolistną, a następnie dołącz jeszcze w tej samej samjamie trzy władze twej istoty: myśl, uczucie i wolę.

Gdy tą samjamę zdołasz przeprowadzić poprawnie, dojdziesz do jednego z pojęć o tym, czym jest duch człowieka. Mówię ci wyraźnie o jednym z pojęć, bo wiesz już, że pojęcia mogą być bardzo różne, a mimo to jednako prawdziwe. Sposobu przeprowadzania tej samjamy nie będę ci tu już podawał w szczegółach, idzie bowiem o to, abyś doszedł do swojego, a nie mojego, pojęcia o duchu. A linię ogólną, po której ma się toczyć każda samjama, już znasz. Zaczynasz od dharany, a więc od skoncentrowania uwagi na przedmiocie samjamy, tworzysz sobie o nim imaginację jak najwyraźniejszą, potem oddajesz się medytacji o nim, a wreszcie odrzucasz sam przedmiot, a zatapiasz się tylko we wrażenia, jakie te imaginację i twoja działalność medytacyjna wywarła na twym wnętrzu. Zapamiętujesz się najzupełniej w tym wrażeniu i dochodzisz do wyżyny nadświadomości. Idzie tylko o to, abyś to, czego się tam dowiesz, umiał wpoić w twe ciało eteryczne czyli przenieść do świadomości powszedniej.

Trudności takiego przenoszenia przeżyć wyższych w świadomość dzienną są niezwykle wielkie. Przygotuj się na to, że początkowo może jedynym wynikiem twej samjamy będzie wrażenie, iż wszedłeś w jakąś pustkę, nicość zupełną, z której wracasz do normalnej świadomości z miłym uczuciem ulgi i pewności. Podobnych wrażeń doświadczyłbyś, gdybyś znalazł się w nieznanym miejscu, wśród gęstych ciemności, przerwanych wreszcie błyskiem jasnego światła. Równia nadświadomości, do której wchodzisz dzięki samjamie, jest tak bardzo odmienna od wszystkich znanych ci stanów świadomości, że pierwszym wrażeniem jest nieuchronnie pustka i ciemność. Nie napotykasz tam nic znanego, nic określonego, w ogóle nic, czemu mógłbyś przeciwstawić siebie i powiedzieć: "To jestem ja, a tamto jest "nie ja", jest czymś różnym ode mnie". Chciałbyś powiedzieć: "tat twam asi", ale nie masz o czym. Wszystko jest nicością, nawet ty sam jesteś nicością. Dobrze jeszcze, jeżeli zdołasz utrzymać poczucie siebie, poczucie swego istnienia, bo nawet myślenia nie masz tam ze sobą.

Nic dziwnego, że po takich początkowych przeżyciach, będziesz cierpiał z powodu zaćmienia duchowego, o którym ci wspominałem już dawniej. Okresy takiego zaćmienia będą cię opanowywać wtedy zwłaszcza, gdy i z zewnątrz bić będą w ciebie gromy, które chętnie nazwałbyś gromami zawistnego losu. Nawiedzi cię albo choroba, albo zmartwienia materialne, albo niespodziewane pogorszenie warunków, w których żyłeś dotychczas spokojnie, a równocześnie z tym – lub raczej na skutek tego – popadniesz w ów znany ci już z dawniejszych doświadczeń, okres zaćmienia duchowego. Wydawać ci się będzie, że opuścili cię wszyscy i wszystko. Odczujesz to nawet jako krzywdę osobistą mniemając, że skoro jesteś już tak "wysoko na ścieżce", to należą ci się jakieś "prawa szczególne" i jakieś udogodnienia życiowe. Zwątpisz w celowość twych dążeń, zwątpisz nawet w istnienie światów wyższych, chociaż już tyle razy wchodziłeś w nie dawniej. Będziesz się czuł najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie, samotnym i bez oparcia w kimkolwiek, aż dojdziesz wreszcie do przekonania, że oparcia musisz szukać nie na zewnątrz, lecz tylko w samym sobie, że ty właśnie masz być oparciem nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich wokół ciebie. Dopiero w takiej chwili zacznie znikać to zaćmienie duchowe, rozpraszane światłem twoim własnym.

Takie zaćmienia będą dla ciebie groźne tylko na początku. Im więcej ich przetrwasz, tym bardziej się z nimi oswoisz i tym dzielniej – chociaż będą coraz groźniejsze – stawisz im czoło. Dopiero, gdy wyrobisz w sobie taki hart ducha, że wszędzie i zawsze zdołasz polegać na sobie samym wyłącznie, bez oglądania się na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz, dopiero wtedy ujrzysz jasno i niewątpliwie, że nie tylko ty sam jesteś na świecie. Ujrzysz innych, którzy równie mozolnie jak ty przebijają się przez ciemność ku światłu. Ujrzysz ich wyżej lub niżej od siebie, ale odczujesz, że z nimi tworzysz łączność; że wszyscy razem idziecie wspólnie do jednego celu... do światła!

Raja Yoga





© 2003-2008 Bractwo Złotej Szaty Świątyni Mądrości Śigatse. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: raani@shigatse.pl