Radża Joga Śhigatse - polub nas na Facebook'u

Czym jest Raja Yoga
Kurs Raja Yogi
01. Cel i środki
02. Zasady
03. Szkoły tajemne
04. Ścieżka
05. Wyniki
06. Jama
07. Nijama
08. Asana
09. Pranajama
10. Pratyahara
11. Przygotowanie
12. Dharana
13. Imaginacja
14. Dhyana
15. Inspiracja
16. Samadhi
17. Kontemplacja
18. Samjama
19. Intuicja
20. Oświecenie
21. Na drogę
22. Literatura cytowana
12 stopni ku Bogu
Pieczęć Inicjacji
Duchowy Nauczyciel
Etapy początkowe
Guru i Mistrzowie Mądrości
Medytacja Raja Yogi
6 Lekcji Radża Jogi

Raja Yoga

Józef Āćārya Świtkowski
DROGA W ŚWIATY NADZMYSŁOWE – RĀDŹA JOGA NOWOCZESNA
Królewskie Zjednoczenie, Ścieżka Królewska

Rozdział XX.
OŚWIECENIE (U wrót śmierci)

Trzy szczeble ostatnie: dharana, dhjana i samadhi, tworzą razem "ścieżkę próby". Na pięciu poprzednich stopniach przygotowywałeś się do tego, aby być godnym "oświecenia". Tego oświecenia dostępowałeś właśnie w imaginacjach, inspiracjach i intuicjach. Imaginacje oświecają cię o świecie astralnym, inspiracje o myślowym, a intuicje wprowadzają cię już w światy arupa. Wiedza, którą na tych różnych równiach zdobywasz, jest właśnie "oświeceniem", którym górujesz nad zwykłymi ludźmi.

Sam zrozumiesz, że podczas lat próby to oświecenie nie może jeszcze przekraczać pewnych granic. Będąc dopiero "na próbie" nie dajesz jeszcze zupełnej rękojmi, że wiedzy nabytej podczas oświecenia, nie użyjesz w sposób błędny lub nawet szkodliwy. Taką rękojmią będzie dopiero twoje "wtajemniczenie". Mam tu na myśli to samo, co czytałeś już w rozdziałach początkowych, gdy porównałem ścieżkę jogi z latami nauki jako terminatora rzemieślniczego, a potem czeladnika na próbie. Uczeń wyzwolony na czeladnika, nie dostępował jeszcze do wszystkich naraz tajemnic zawodowych. Dopiero w miarę, jak okazywał się godnym zaufania, dopuszczał go majster do dalszych tajników swego rzemiosła. Tak samo ty, jako czeladnik na próbie, nie jesteś jeszcze ostatecznie przyjęty. Pracujesz, a Mistrzowie cię obserwują, przyglądają się twej pracy, twemu zachowaniu, a przede wszystkim, twemu wnętrzu, twym uczuciom i myślom.

Nie zapominaj o tym ani na chwilę, że w okresie "oświecenia", a więc przez cały czas próby, jesteś pod nieustannym nadzorem, chociaż niewidzialnym. Mistrzowie obserwują cię dokładniej i ściślej niż ty sam byś potrafił. Widzą w tobie znacznie wyraźniej wszystko niż sam ujrzeć potrafisz. Widzą wszystkie twoje postępy, ale i twoje zaniedbania, a tych jest więcej niż sądzisz.

Wyobraź sobie człowieka, który ma kawał ziemi pod uprawę ogrodu. Pracował przez siedem lat nad jej wykarczowaniem i wyplewieniem chwastów, zasiewał w niej jarzyny i szczepił drzewka owocowe. Przez ten czas dochodził oczywiście do wielu doświadczeń ogrodniczych, zyskiwał pewien zasób "oświecenia" w tej dziedzinie. Na podstawie tej wiedzy sieje dalej i sadzi spodziewając się wyników lepszych niż poprzednie. Siejąc jednak i sadząc nowe rośliny zaniedbuje plewienie chwastów, które krzewią się nie zauważone przez niego. Czyż zatem wiedza obecna da mu lepsze niż dawniej plony, czy też pójdzie na marne z powodu zachwaszczenia ogrodu?

Zachowujesz się bardzo podobnie jak ten ogrodnik. Na pięciu stopniach niższych starałeś się – niewątpliwie szczerze i usilnie wyplenić z siebie wszystkie wady i nałogi, a na ich miejsce zaszczepić własności wymagane przez ścieżkę. Po przejściu z tego "przygotowania" na ścieżkę próby, powiedziałeś sobie: "Oto wyplewiłem w sobie złe nałogi i wady, a zasadziłem własności żądane, zatem teraz mogę szczepić dalej spokojnie i zbierać owoce, bo chwastów już się pozbyłem". Nie pomyślałeś jednak nad tym, że chwasty, podobnie jak w ziemi, tak i w twej duszy, rozrastają się ciągle na nowo, jeżeli ich nie tępisz bez przerwy, bez wytchnienia. Spocząć ci nie wolno ani chwilę, bo każdy spoczynek, to już cofnięcie się na ścieżce, to krok wstecz. Kto nie idzie naprzód, ten się cofa. Nie postępując, zostaje w miejscu, a tymczasem inni idą dalej i zostawiają go w tyle.

Spójrz uważnie w głąb siebie, bez pobłażliwości i bez nieszczerości wobec samego siebie. Czy już żadnej, ale naprawdę żadnej wady, w sobie nie znajdziesz? Czy rzeczywiście wypleniłeś już tak dokładnie wszystkie chwasty, że żaden nie rozrósł się na nowo? Czy już nic, faktycznie nic, nie zagłusza tych dobrych roślinek, które wyhodowałeś w duszy z taką pieczołowitością i takim trudem? Jeżeli dasz odpowiedź przeczącą, to oszukasz sam siebie. Zataisz przed sobą faktyczny stan rzeczy.

Weź jako przykład, rzecz tak drobną choćby, jak to, o czym przepięknie pisze Krisznamurti (G.), gdy przedstawia cechy przysługi prawdziwie bezinteresownej. Czy ty naprawdę potrafisz wznieść się do tego, aby wyświadczywszy komuś przysługę, choćby rzeczywiście wielką, nie pochwalić się tym, jeżeli nie przed nim, to przed kimś trzecim? Czy potrafisz zostać "dobroczyńcą nieznanym" i to naprawdę nikomu nieznanym? A jeżeli nawet czasami potrafisz, to czy nie przemknie ci przez duszę uczucie zadowolenia z siebie lub nawet myśl: "No, teraz dokonałem czegoś naprawdę niezwykłego, niechby to kto inny potrafił!".

A przecież to jest rzecz całkiem drobna i zwykła. Zapewne nie jest zwykłą i drobną u ludzi zwyczajnych, ale na "ścieżce" jest czymś, co się samo przez się rozumie. Widzisz już z tego, jak trudno wyplenić doszczętnie miłość własną i pychę. Obie chodzą w parze, chociaż przybierają nieraz pozory bardzo niewinne. Czy nie przychodzi ci nigdy na myśl, że przecież jesteś już "tak daleko" na ścieżce, więc należy ci się jakaś specjalna pieczołowitość ze strony owych Istot Wzniosłych, które rządzą losem? Odczuwasz, jakby podświadomie, jakieś niezwykłe zasługi i chęć żądania za nie dla siebie jakichś przywilejów równie niezwykłych. Zapominasz o tym, że im wyżej wstępujesz, tym większe masz obowiązki, ale tym mniej masz prawo oczekiwać dla siebie. Przecież tylko to jest dobre dla ciebie, co zrobisz dobrego dla innych, wcale o sobie nie myśląc.

Imaginacje twoje, których już doświadczyłeś i które będziesz miewał coraz częściej, pouczają cię bardzo wyraźnie o jakości i wartości twego wnętrza. Pokazują ci, jaki jesteś naprawdę, stawiają ci przed oczami ciebie samego jak inną istotę, na którą możesz patrzeć i oceniać. To widywanie siebie jako sobowtóra astralnego, będzie się pojawiało coraz wyraźniej, a po "wtajemniczeniu" będzie towarzyszyło ci stale. Steiner (C) nazywa to spotkaniem ze "strażnikiem progu". Jest rzeczywiście strażnikiem ten twój sobowtór, broni ci bowiem przejścia przez próg wtajemniczenia, jeżeli nie jesteś oczyszczony dokładnie ze wszystkich chwastów na duszy.

Wtajemniczenia nie zdołasz wymusić żadnymi środkami nieprawidłowymi. Do niego musisz dorosnąć, ale wedrzeć się w nie przed dorośnięciem nie potrafisz. Jeszcze w czasach dawniejszych, gdy wtajemniczenie odbywało się niejako z zewnątrz, dzięki pomocy innych, już wtajemniczonych, możliwe bywały wtajemniczenia nieprawidłowe, przedwczesne, a nawet wprost nienależne. Teraz jednak – od czasów Jezusa – wtajemniczenia można dostąpić tylko z pełną samowiedzą, a nie na odpowiedzialność drugich. Trzeba po prostu dorosnąć i dojrzeć, podobnie jak roślina najpierw musi dorosnąć, zanim dojrzeje. Musi rozwinąć liście i kwiaty nim będzie zdolna do wydania owocu. Tak samo i ty musisz rozwinąć kwiat twego ducha: jaźń wyższą. Kwiat ten musi rozkwitnąć tu, na równi fizycznej, a nie pozostać tylko na równi noumenów jako "możliwość". Znaczy to, że twa jaźń wyższa musi wrosnąć silnie w równie rupa, w twe ciała; musi opanować je i zostać ich władczynią niepodzielną. Nasionko jej, drobne i wątłe, które zasadziłeś w gruncie twej duszy, musi mieć ten grunt czysty i zupełnie wolny od chwastów, aby nie zagłuszały wzrostu i nie hamowały rozkwitu.

A do rozkwitu potrzebne jest oświecenie. Działa ono tak, jak promienie Słońca na roślinę. "Przygotowaniem" uprawiłeś grunt, usunąłeś zeń chwasty i zasadziłeś nasionko. Teraz potrzeba promieni słonecznych, aby ono wzrastało i trzeba je pielęgnować, aby chwasty go nie przytłumiły. Gdyby zaczęło kwitnąć obok chwastów, kwiat byłby nikły i nie wydałby dobrych owoców, lecz cierpkie lub trujące. Ciągła kontrola i sprawdzanie czy się chwasty nie krzewią, jest więc konieczna. Tylko ty sam bierzesz na siebie odpowiedzialność za wszystko. Mistrz twój wskaże ci drogę, ostrzeże przed błędami, nawet podtrzyma w chwili upadku, ale nic za ciebie nie zrobi i za nic odpowiadać nie będzie.

Abyś mógł z pełną odpowiedzialnością przejść próg wtajemniczenia, potrzebny ci jest właśnie ten zakres oświecenia, którego dostępujesz kolejno imaginacjami, inspiracjami i intuicjami. Widzenia astralne barw i poświat, które tworzyły może jedne z pierwszych twych przeżyć nadzmysłowych, wprowadziły cię w "halę nauki". Dały ci tej nauki dokładnie tyle, ile ci potrzeba do oświecenia się o świecie astralnym. Teraz rozumiesz, że te widzenia imaginacyjne, chociaż do nich nie dążyłeś, były przecież wcale nie przypadkowe, lecz celowe. Wydawały ci się przypadkowe, niezależne od twej woli i chęci tylko dlatego, że mogły się pojawiać tylko w miarę rozwoju twych czakr, twych "zmysłów nadzmysłowych". Ty zaś tego ich rozwoju dostrzec nie mogłeś, bo ich samych jeszcze widzieć nie byłeś zdolny. Podobnie jest z dzieckiem, które nie widzi swoich oczu, przekonuje się o tym, że je ma, dopiero wtedy, gdy zacznie nimi dostrzegać świat zewnętrzny. Teraz już wiesz, że lotosy twe są w pełni rozkwitłe i czynne, bo odbierasz nimi wrażenia astralne. Inspiracjami nauczyłeś się je czytać, wiesz, co one oznaczają, od kogo pochodzą. Intuicjami wreszcie dochodzisz do porozumiewania się wprost z tymi Istotami, od których te wrażenia pochodzą, a ponadto z takimi istotami, które nie potrzebują równi astralnej, ani nawet myślowej, do swej działalności. Umiesz już odróżniać istoty astralne od myślowych, a te od karmicznych.

Na skutek wejścia w styczność z Istotami tak wzniosłymi zmienia się także twój stosunek do twej karmy. Jako człowiek zwykły ulegałeś karmie ślepo i nieodwołalnie. Odmierzały ci ją Lipika na każde twe wcielenie w takiej ilości, abyś ją w danym wcieleniu mógł odrobić bez nadmiernego wytężenia, ale i bez próżnowania. Po prostu "stosowały wiatr do wełny jagnięcia". Byłeś swą karmą skrępowany w każdym życiu tak ciasno, że chcąc nie chcąc musiałeś ją odrobić. Nawet sposób odrobienia był ci narzucony i ściśle określony. Dlatego też życie popychało cię nieubłaganie w tym kierunku, który miałeś zakreślony już przed twoim urodzeniem. Własne twe wady i namiętności wprowadzały cię w takie warunki życiowe, jakie właśnie były najodpowiedniejsze dla twej karmy. Warunki te z twego osobistego punktu widzenia były oczywiście dla ciebie najczęściej "niepowodzeniami" lub "nieszczęściami". Przypisywałeś je ślepemu trafowi lub niesprawiedliwemu losowi. A tymczasem to Lipika pociągały tylko za sznureczki utkane z twych żądz i błędów lub posługiwały się nimi jak młotami, które bijąc w ciebie miały wykrzesać ową iskierkę bożą, jaźń wyższą w tobie uśpioną.

Jeżeli uważnie przeglądasz swe teraźniejsze życie, to spostrzegasz, że obecnie nie jest już tak. Z biernej ofiary swej karmy, ze zwierzęcia jucznego, popędzanego przez kogoś z zewnątrz, zmieniasz się powoli w poganiacza tego zwierzęcia. Ty sam już nakładasz ciężary, sam je dobierasz, sam określasz kierunek. Z roli biernej przechodzisz w czynną. To, co dawniej Lipika (Władcy Karmy) robiły za ciebie, teraz ty sam zaczynasz robić za siebie. Bierzesz swój los w ręce i to bierzesz świadomie. Z niewolnika przedzierzgasz się we władcę. Przemieniasz się dlatego, że już w znacznej części oczyściłeś się z wad i żądz samolubnych, więc one już nie mogą być wędkami wciągającymi cię w warunki karmiczne. Brak już tych więzów, które cię pętały dotychczas, brak środków do przymusowego prowadzenia cię. Dlatego nie mogąc już być kierowanym, masz sam sobą kierować. Wolno ci teraz wybierać, w jaki sposób chcesz swą karmę odrabiać, wolno ci nawet zwiększać sobie jej zakres w tym życiu, aby tym szybciej odrabianie zakończyć. Do tego właśnie służy ci twoje oświecenie. Ono umożliwia ci coś więcej. Umożliwia ci wgląd w działalność ogólną, jaką nad karmą świata rozwijają owe Istoty Wzniosłe zwane Lipikami. Możesz przyglądać się ich czynności i rozumieć motywy, którymi one się kierują przy wydzielaniu karmy pojedynczym ludziom, rodzinom, miastom, narodom i całemu globowi ziemskiemu. Stajesz się ich pomocnikiem, pracujesz wraz z nimi i chętnie bierzesz na siebie część karmy "nieosobistej", to znaczy część karmy ogólnej twego miasta i twego narodu. Czujesz się współodpowiedzialny za tę karmę, bo przez swe intuicje wchodzisz w łączność z istotami tak wysokimi jak duchy narodu, szczepu lub rasy. Stajesz się ich cząstką, uczestniczysz w ich karmie, ale i w ich potędze.

Jest to bowiem potęga nadludzka mieć w ręku swój los, koleje swego życia, bieg wypadków. A ty to masz teraz w ręku. Ponadto, uczestniczysz we władzy stokroć większej: masz wpływ na karmę świata, władasz nią świadomie i rozumnie. Pomyśl nad całą doniosłością tych słów: ty tworzysz dzieje! Historia świata potoczy się tak, jak ty jej wskażesz. Ty, człowiek mały, niepozorny, nikomu nieznany, ty tworzysz dzieje świata. Zostałeś dopuszczony do tej władzy nad dziejami świata dlatego, że wyzbyłeś się egoizmu, zatem nie ma obaw, że nadużyjesz tej władzy do celów samolubnych, niezgodnych z ideą powszechnego postępu.

Zważ, jak niesłychane szkody tej idei mógłby wyrządzić ktoś, kto posiadłby władzę podobną do twojej, ale nie miał twojego poziomu moralnego. Zważ, że oprócz tej władzy nad karmą, ty masz jeszcze szereg innych zdolności nadludzkich. Masz zdolność widzenia astralnego i myślowego: znasz uczucia ludzi i ich myśli, ileż to nadużyć popełniałby na twoim miejscu ktoś inny, jak wykorzystywałby to czytanie w myślach i uczuciach ludzkich, jak bezwzględnie posługiwałby się nimi do swoich celów! Ty jednak tego nie robiłeś i nie zrobisz, bo jesteś na "ścieżce".

Następnie zastanów się głęboko nad tym, jak niezwykle, wprost nadludzko, przewyższasz swą wiedzą nie tylko filozofów i przyrodników, lecz także psychologów, fizjologów, socjologów, wreszcie historyków. A tej wiedzy nie nadużywasz do żadnych ubocznych celów, nie chełpisz się nią nawet. Nikt nie wie, że ją posiadasz, bo nie masz jej na pokaz, na wzbudzanie podziwu, tylko, aby pomagać innym, którzy tej pomocy rzeczywiście potrzebują. Pomagasz im bezimiennie i zaraz znikasz, aby nawet nie zauważyli, komu mają być wdzięczni. Wiesz już, że wszystko masz czynić bez oczekiwania jakichkolwiek owoców (korzyści osobistych), a więc także pomagasz ludziom bez oczekiwania już nie tylko wdzięczności, ale nawet wyników – tej pomocy. Nie idzie ci bynajmniej o to, czy twa pomoc była rzeczywiście pomocą, czy w ogóle była pomocą, a nie szkodą. Zrobiłeś swoje, to znaczy, zrobiłeś to, co uważałeś za wskazane w danych warunkach i odszedłeś. Nawet w głębi duszy nie zachowałeś uczucia zadowolenia z samego siebie. Tym bardziej, nie zachowałeś tam pychy, że oto "pomagasz światu". Tak naiwnie zarozumiały już nie jesteś, aby sądzić, że twojej marnej pomocy świat oczekuje, że jej pożąda, że bez niej utknąłby w swym postępie. Gdybyś ty uchylił się od pomocy, pojawiłoby się na twoje miejsce stu innych, którzy by pomogli za ciebie, ty zaś obciążyłbyś tylko swoją karmę tym uchybieniem. Pomagając światu, pomagasz tylko sobie, a więc ani zasługi w tym nie ma żadnej, ani prawa do wdzięczności lub uznania. Aby zaś ta pomoc, udzielana drugim, była dla ciebie naprawdę pomocą, musi być wolna od spodziewania się owoców. Gdy pomagając drugiemu, nie myślisz przy tym wcale o sobie, wtedy pomagasz sobie naprawdę. Zyskujesz, gdy o zysku nie myślisz, gdy nie dbasz o zysk wcale. A "zyskiem" byłoby tu nawet twe liczenie na wdzięczność lub uczucie zadowolenia z siebie.

U kresu tej ścieżki oświecenia czeka cię próg wtajemniczenia. Abyś mógł ten próg przestąpić, musisz być gotów zostawić przed nim wszystko, co wiąże cię z ziemią i z jej sprawami. A liczenie na owoce twych czynów wiązałoby cię do nich podobnie jak liczenie na wdzięczność ludzi za twą pomoc, wiązałoby cię z tymi ludźmi. Jako "czeladnik" masz być dosłownie "umarłym dla świata", bo dopiero wtedy będziesz mógł działać dla świata owocnie, gdy w nim tkwić przestaniesz. Nie mógłbyś obsługiwać maszyny, gdybyś sam był jej częścią składową. Musisz być poza nią, nie tkwić w niej swą istotą. Dlatego masz stanąć u wrót śmierci, dlatego masz przez śmierć przejść, aby dostąpić wtajemniczenia.

Masz przejść przez śmierć, a jednak żyć dalej na ziemi, nosić w sobie tajemnicę tego, co jest po tamtej stronie zgonu. Tajemnic takich nie powierza się byle komu. Zdarza się, że i ludzie zwyczajni powracają jeszcze do życia, przeszedłszy przez śmierć czy to w letargu, czy w chorobach, ale przechodzą ją nieświadomie, nie pamiętając nic, co tam widzieli. Ty zaś masz przejść przez śmierć świadomie, masz zapamiętać wszystkie szczegóły tego zdarzenia i nie wolno ci nikomu ich wyjawić. Dostąpienia tej tajemnicy musisz być godnym bez zastrzeżeń i dlatego ścieżka oświecenia ciągle jeszcze jest tylko "ścieżką próby", której możesz nie przetrwać.

Raja Yoga





© 2003-2008 Bractwo Złotej Szaty Świątyni Mądrości Śigatse. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: raani@shigatse.pl