Radża Joga Śhigatse - polub nas na Facebook'u

Czym jest Raja Yoga
Kurs Raja Yogi
01. Cel i środki
02. Zasady
03. Szkoły tajemne
04. Ścieżka
05. Wyniki
06. Jama
07. Nijama
08. Asana
09. Pranajama
10. Pratyahara
11. Przygotowanie
12. Dharana
13. Imaginacja
14. Dhyana
15. Inspiracja
16. Samadhi
17. Kontemplacja
18. Samjama
19. Intuicja
20. Oświecenie
21. Na drogę
22. Literatura cytowana
12 stopni ku Bogu
Pieczęć Inicjacji
Duchowy Nauczyciel
Etapy początkowe
Guru i Mistrzowie Mądrości
Medytacja Raja Yogi
6 Lekcji Radża Jogi

Raja Yoga

Józef Āćārya Świtkowski
DROGA W ŚWIATY NADZMYSŁOWE – RĀDŹA JOGA NOWOCZESNA
Królewskie Zjednoczenie, Ścieżka Królewska

Rozdział XXI.
NA DROGĘ

Z rozdziałem XX zakończyłem zadanie, które sobie postawiłem przy opracowywaniu tej książki. Przeprowadziłem cię przez przygotowanie do oświecenia, temat jest wiec już wyczerpany. Doszedłszy do intuicji, nie potrzebujesz już żadnych książkowych wskazówek, ani moich, ani obcych, bo wszystkiego, co pragniesz wiedzieć, dostąpisz intuicją o wiele wszechstronniej i pewniej niż dzięki najlepszym książkom.

Nie wynika z tego oczywiście, że nie są ci potrzebne żadne studia książkowe. Masz działać wśród ludzi, zatem powinieneś wiedzieć, co ludzie umieją, czym zajmują umysły, jakie mają poglądy, w jakich kierunkach dążą. Ponadto istnieje potrzeba, abyś zapoznał się kolejno z wybitniejszymi dziełami ze wszystkich dziedzin okultyzmu, a więc nie tylko z wiedzą tajemną w znaczeniu ściślejszym, lecz również z astrologią, alchemią, chiromancją, kabałą, spirytyzmem, mediumizmem, a nawet z czarną magią i kultem Bafometa. Powinieneś bowiem znać wszystko, co ludzie poznali.

Znać jednak, a wykonywać, to dwie różne rzeczy. Zbyteczne byłoby ostrzegać cię, że nie wolno ci praktykować czarnej magii lub spirytyzmu, wiesz o tym sam dobrze, a w razie wątpliwości ostrzeże cię w porę twoja intuicja. Tak samo nie skusi cię alchemia do poszukiwania sposobów wytwarzania złota, bo wiesz już, jak alchemię należy rozumieć w jej prawdziwym znaczeniu, a złota robić nie potrzebujesz, bo będziesz go miał zawsze dość na wszystkie potrzeby. Tak samo, nie będziesz badał astrologicznie swego horoskopu, bo wiesz, że twój horoskop musi być zawodny, skoro sam jako czeladnik, kierujesz swym losem. Wreszcie nie pociągnie cię stosowanie kabały, bo przez świat kabały, jako przez halę nauki, przeszedłeś i już nie zamierzasz do niej wracać.

Jednak powinieneś to wszystko znać i to znać gruntownie, bo nieraz wypadnie ci ratować kogoś nieopatrznego, kto zaplątał się w te zwodnicze dyscypliny i traci w nich duszę, biorąc szych za złoto. Twej pomocy wymagać będą również media czy to tzw. jasnowidzące, czy spirytystyczne lub telekinetyczne, bo one wszystkie nie mają mocy, aby wyplątać się z sideł, którymi opętały je puste istoty astralne. Wreszcie wypadnie ci nieraz zmierzyć się oko w oko ze zdecydowanymi czarownikami, a więc potężnymi naprawdę i sparaliżować ich zamysły lub przeciwdziałać złu, które już wyrządzili. Będziesz miał tu do dyspozycji wszystkie dobre moce, jeżeli tylko nie zechcesz ich nadużyć.

Jednak przede wszystkim stale będziesz miał do czynienia ze zwyczajnymi ludźmi, twoimi braćmi młodszymi. Przecież po to wszedłeś na "ścieżkę", na to wspinasz się po jej szczeblach aż do stopnia czeladnika, aby działać wśród ludzi. Wstąpisz między nich jako ich opiekun i przywódca na drodze postępu, ale nie wstąpisz na żadną wyżynę, na żaden piedestał, z którego mógłbyś z góry na nich patrzeć, kazania wygłaszać lub drogi wskazywać. Wejdziesz miedzy nich jako równy między równych, a nawet zstąpisz jeszcze niżej, bo czeladnik nie pracuje na powierzchni, lecz na samym dnie. Nie będzie cię nikt widział, nikt nie będzie cię podziwiał, ani oklaskiwał, ni hołdów składał. Wejdziesz między tych zwyczajnych ludzi jako nie znany, nie doceniany, często nie rozumiany, a nawet wyszydzany. Nie lękasz się jednak tego, bo już umiesz pracować nie dla owoców ani dla uznania, lecz dla pracy samej.

Na twoją drogę, szarą i niewdzięczną, lecz pełną niewysłowionej błogości, pragnę ci dać – nie wskazówki, nie pouczenia ani nakazy, lecz mały promyczek światła, który w twym sercu powinien podtrzymywać Święty Ogień wszechogarniającej miłości, aby opromieniała ci każdą chwilę twej pracy. Masz iść między ludzi, a to nie znaczy rzucić wszystko, czym zajmowałeś się dotychczas i wystąpić jako wędrowny kaznodzieja, oznacza to coś bez porównania trudniejszego. Masz zostać tam, gdzie jesteś, nie zmieniać w niczym twego dotychczasowego życia, a mimo to działać na ludzi i dla ludzi. Sam rozumiesz, że nie masz działać fizycznie, materialnie, lecz duchowo. Masz wrastać w dusze ludzi, nie w ich zajęcia codzienne, a wrastać tak, aby oni wcale tego nie spostrzegli. Masz stać się im drogim i pożądanym, chociaż będą stronili od ciebie, spotwarzali cię i nienawidzili. Masz zachowywać się tak, aby nie mogli spostrzec, że właśnie kamienują tego, bez kogo żyć im trudno.

Pamiętaj o tym bez przerwy, ile to zdolności wyrobiłeś w sobie, ile dzięki nim masz możliwości dobrego działania, zatem ile powinieneś dać twym bliźnim. Dla przykładu wskażę ci na jakość twych ciał niewidzialnych. Dzięki wykonywaniu sumiennemu ćwiczeń na ścieżce, oczyściłeś twe ciało myślowe, opanowałeś jego funkcje i uczyniłeś zeń narzędzie sprawne i udoskonalone. Twoje myśli są nie tylko czyste i jasne, lecz także nadzwyczaj potężne. Ich drgania rozchodzą się daleko wokół i działają bardzo silnie na wszystkich w twym otoczeniu.

Nie potrzebujesz więc stosować kazań ani pouczeń wobec ludzi, lecz wystarczą twe jasne, logiczne i potężne myśli. One promieniują daleko i działają na ciała myślowe twego otoczenia. Czy ono sobie uświadamia ten wpływ telepatycznie, czy też nie zdaje sobie z tego sprawy, to rzecz obojętna. To oddziaływanie może ujawnić się dopiero po pewnym czasie, nawet długim, ale swój wpływ wywrze niezawodnie. Właśnie w ten sposób będziesz na ludzi oddziaływał najpotężniej. Ilekroć usłyszysz u ludzi jakieś zapatrywania błędne lub niedorzeczne, nie usiłuj ich od razu poprawiać i krytykować. Pozostań milczący, choćby to miało uchodzić za twoje potwierdzenia, a tylko myślami prostuj błędne sądy. Twoje myślaki potężne będą działały powoli, ale stale i może sam po pewnym czasie usłyszysz od tych samych ludzi sąd wprost przeciwny do poprzedniego, a zgodny z twoim. Myślami swymi dasz ludziom po prostu inspirację, natchniesz ich myślami prawdziwymi.

W ogóle bądź wstrzemięźliwy w swych chęciach do poprawiania ludzi, pouczania ich i udzielania im rad słownych. Rady ludzie przyjmują tylko wtedy, gdy one potwierdzają ich zamiary, poza tym pytają o rady tylko po to, aby ich nie usłuchać. Gdy wyjątkowo zdarzy się ktoś, kto cię prosi o radę ze szczerym zaufaniem do ciebie i ze szczerą chęcią usłuchania, nie podawaj mu również żadnej rady, żadnego rozstrzygnięcia gotowego, jak ma postąpić. Staraj się tylko oświetlić mu strony złe i dobre różnych możliwych w jego wypadku sposobów postępowania. Wskaż mu wyniki, do których każdy z tych sposobów doprowadzi, a rozstrzygnięcie pozostaw jemu samemu. Nie dziw się jednak ani nie patrz nań lekceważąco, jeżeli on właśnie wybierze sposób postępowania najmniej rozsądny twoim zdaniem, ponieważ bardzo często jego karma popchnie go do tej właśnie, a nie innej decyzji. Nie daj mu też nigdy odczuć, że rozczarowała cię jego decyzja, lecz przyjmij ją do wiadomości spokojnie, bez dalszych chęci prostowania jego zapatrywań.

Równie potężnie oddziałują na otaczających cię ludzi twoje uczucia i nastroje. Uczuć ujemnych jak gniew, niecierpliwość, zawiść, pycha pozbyłeś się już na stopniu przygotowania. Podobnie wystrzegasz się nastrojów pesymizmu, smutku, przygnębienia i zgryźliwości. Umiesz już milczeć uczuciami i nastrojami, ale ponad to masz jeszcze wytwarzać uczucia i nastroje dodatnie, aby one promieniowały na twe otoczenie. Codziennie rano, zanim wyjdziesz z domu do swoich zwykłych zajęć, zostaw w nim dla twego otoczenia pogodny nastrój, ochoczy, zadowolony. Współtowarzyszom pracy przynoś również co dnia nastrój optymistyczny, koleżeński, wyrozumiały. Gdy u któregoś z nich odczujesz przygnębienie lub zniechęcenie, skieruj nań swą opiekę szczególną i staraj się podnieść go na duchu nie tylko słowami bezpośrednio pocieszającymi, bo te brzmiałyby najczęściej pusto, lecz raczej zwróceniem myśli jego na tory pogodniejsze, a przede wszystkim, posyłając mu milcząco uczucia pokrzepienia i siły. Zasypiając wieczorem, nigdy nie zaniedbuj posłać na wszystkie strony świata twych uczuć błogosławiących, pełnych miłości i ukojenia. Nie ma chyba potrzeby dodawać, że przedtem masz posłać serdeczne przebaczenie (i prawdziwie szczere) każdemu z tych bliźnich, którym zdarzyło się, że w ciągu dnia urazili cię lub nawet skrzywdzili w swej niewiedzy.

Gdy będziesz stale pamiętał o tym, że nie ma ludzi złych, a są tylko nie wiedzący, łatwiej ci będzie ustrzec się nawet najlżejszego uczucia niechęci do ludzi, odrazy lub pogardy. Na to nie pozwól sobie nigdy, lecz przeciwnie, do ludzi podchodź zawsze z szacunkiem i sympatią, bo w każdym z nich tli się Iskra Boża taka sama, jak w tobie. Nie patrz na ich wady i ułomności, lecz staraj się widzieć w każdym jego strony dodatnie. Zauważysz, że nie ma takiego człowieka, choćby to był najgorszy zbrodniarz, w którym nie można znaleźć nic dobrego. Nieraz zalety ludzi kryją się pod powłoką szorstką, nawet odpychającą, nieraz oni sami zatajają je w sobie, zniechęceni oziębłością otoczenia lub jego niewdzięcznością. Ty jednak masz właśnie za zadanie odgrzebywać spod popiołu te iskry dobre, ledwie się tlące. Więc staraj się odnaleźć je w każdym człowieku, bez względu na jego wygląd, stanowisko, opinię, jaką często nawet niesłusznie, mają o nim inni ludzie.

Twą najwyraźniejszą cechą w stosunku do ludzi niech będzie, przede wszystkim, wyrozumiałość jak największa, a nawet bez granic. Wyrozumiałość dla ich wad, ich niewiedzy i błędów, lecz także, co jest znacznie trudniejsze, dla ich postępowania wobec ciebie. Pomoże ci tu wskazówka, znana ci już z rozdziałów tej książki, aby na ludzi patrzeć tak, jakby mieli jutro umrzeć. Dzięki temu zdołasz łatwiej przyjąć bez zniecierpliwienia ich zachowanie wobec ciebie, może nawet krzywdy od nich zadawane ci rozmyślnie. Z tego punktu widzenia zdołasz także bezstronniej oceniać doniosłość ich postępków i błędów popełnianych, zdołasz odróżniać w nich to, co jest trwałe, od drobnych, przemijających, bez znaczenia wobec wieczności, nie przywiązywać wagi takiej, jaką przywiązuje się wtedy, gdy jest się z kimś codziennie. Ta tolerancja bezgraniczna musi jednak być w tobie czymś tak samo przez się zrozumiałym, aby nigdy nie rzucała się w oczy. Nie byłaby to tolerancja prawdziwa, gdybyś stroił się w nią jak w pancerz i z odcieniem wyższości patrzył na bliźnich tak, jak na niesfornych uczniaków w parku patrzy przechodzień. Twoja wyrozumiałość nie może cię odgradzać nieprzebitym pancerzem od ludzi, lecz łączyć cię z nimi i do nich pociągać.

Ta łączność z ludźmi, jaką nawiąże twoja dla nich wyrozumiałość, nie powinna cię jednak wiązać z nimi i krępować twojej niezależności życiowej. Wiesz już, jakie jest właściwe znaczenie słów – nie wiązać się z nikim i z niczym. Jesteś "wędrowcem", który wszędzie, gdziekolwiek jest, znajduje ludzi obcych i otoczenie obce. Życzy im dobrze, pomaga im i służy, ale nie przywiązuje się do nich. Gotów jest w każdej chwili opuścić ich i przenieść się w inne środowisko, bez żalu za poprzednim. W jaki sposób masz z tym niewiązaniem się pogodzić miłość dla wszystkich ludzi, wiesz już z rozdziałów poprzednich. Miłość prawdziwa daje wszystko, a nie żąda niczego. Nie oczekując niczego, nie licząc na nic, nie wiążesz się tym samym, a dobrze życzysz zawsze. Istnieją oczywiście związki karmiczne, silniejsze niż związki krwi. One przykuwają cię do pewnych ludzi na określony czas. Ale to nie ty się z nimi wiążesz, to karma wiąże cię do nich i rozwiązuje z tą chwilą, z którą karmę odrobisz. Takie wypadki będziesz miał w dalszym życiu i miałeś je już dotychczas. Wiesz teraz, jak je rozumieć.

Taktu szczególnego i ostrożności wymaga twoje zachowanie się wobec osób, które we własnym mniemaniu, znają się "na wiedzy tajemnej". Skoro dowiedzą się lub domyślą, że i ty prowadzisz studia podobnego rodzaju, będą uważali cię za "swego", a siebie za uprawnionych do oczekiwania od ciebie zwierzeń lub pouczeń o "tajemnicach". Będą to ludzie różnego pokroju. Oprócz maniaków i fantastów niepoczytalnych, spirytyści, hipnotyzerzy i "pogromcy jasnowidzów" lub mediów, wróżbiarze i "okultyści" ogólnikowi, obok nich zaś także poważni badacze, teozofowie i antropozofowie. Zachowuj się wobec nich z rezerwą. Słuchaj cierpliwie, bo zwykle lubią wiele mówić, ale sam mów mało i nie prostuj ich twierdzeń. Gdy cię wprost o zdanie zapytają, wybierz to, co jest słuszne w ich zapatrywaniach i potwierdź, ale błędów nie podnoś. Nie zrozumieliby cię zapewne, a gdyby nawet pojąć zdołali, nie przyznaliby ci słuszności, ponieważ im milsze są ich uprzedzenia. Ze swych studiów znasz zapewne te kierunki na wpół filozoficzne, które dziś szerzą się pod hasłami teozofii i antropozofii, wiesz zatem, że nie należy ich nie doceniać. Dla większości swych zwolenników są szczeblem najwyższym, do jakiego w ogóle są zdolni się wznieść, nie burz im zatem kultu dla autorytetów ich i dogmatów, bo ludzie na różnych szczeblach w różne wierzą powagi i różne twierdzenia przyjmują za swoje, ale do wzniesienia się ponad kult jakichkolwiek powag obcych, zewnętrznych, jeszcze nie dorośli. W każdym razie te szczeble przygotowawcze, na których są, zasługują na uznanie. Podobnie wstrzemięźliwy bądź wobec "badaczy naukowych", a więc psychologów lub metapsychików. Możesz im, znając ciała wyższe, wskazać nieraz kierunek, w którym swe badania mogliby doprowadzić do wyników pozytywnych, ale nie wychodź wtedy poza ich poziom materialistycmy w myśleniu, bo od razu straciłbyś ich zaufanie, nie do ciebie, lecz ufność w prawdopodobieństwo tego, co im mówisz. Rzecz prosta, że nie dasz się nigdy skusić i nie pozwolisz na poddanie twych zdolności badaniom eksperymentalnym. Najlepiej nawet będzie, jeżeli nigdy się nie dowiedzą, że jakieś zdolności paranormalne posiadasz. Choćby wszystkie ich eksperymenty z tobą dawały niezbity wynik, nie przyznają ci, że są to zdolności nadnormalne, tylko anormalne, a więc patologiczne.

Twój takt i poczucie intuicyjne granicy, skoro na nie będziesz zważał zawsze, ustrzegą cię we wszystkich stosunkach z ludźmi od postępków niezręcznych i od zapuszczania się w sytuacje niełatwe do naprawienia. Trudniej ci będzie utrzymać ten takt i spokój umysłu w wypadkach, w których ze strony bliźnich spotka cię już nie tylko niezrozumienie lub lekceważenie, lecz nawet nienawiść lub prześladowanie. Jednak, ściśle wypełniając nakaz "niewiązania się", zdołasz łatwiej znosić takie objawy niewiedzy bliźnich, zachowasz wśród nich spokój i nie zniechęcisz się do dalszej, równie wymagającej wytrwałości, pracy.

Do spokojnego znoszenia niepowodzeń osobistych miałeś sposobność wyrabiać w sobie hart już na stopniach przygotowania, teraz zatem, potrafisz już równie pogodnie znosić powodzenie jak i rozczarowanie. Gdy nad twą głową gromadzą się chmury przykrości lub nieszczęść, nie cofasz się trwożnie, lecz wychodzisz im nieustraszenie naprzeciw, zanurzasz się w te sploty karmiczne z niezachwianą odwagą, bez wahania i bez chęci odwlekania, bo masz w sobie ufność w Moce dobre i w siły własne. Po przejściu przez próg wtajemniczenia spostrzeżesz, że ten hart ducha, ta nieustraszoność i niezachwiana ufność są ci potrzebne po to, abyś zdołał zwycięsko przejść "próbę ognia" czekającą cię po spotkaniu ze Strażnikiem progu.

Na drogę prowadzącą cię do tego spotkania daję ci tych kilka słów ostatnich. Nie są to rady, bo rad już nie potrzebujesz i sam sobie radzić nadal powinieneś zawsze, są to tylko podkreślenia tych rzeczy, o których ciągle masz w życiu pamiętać. Im dalej wstępujesz po stopniach ścieżki, tym bardziej stajesz się samodzielny, tym bardziej musisz polegać na sobie samym. A tym "sobą samym" jest twoja jaźń wyższa, owa Iskra Boża, która w tobie z iskierki drobnej rozwinęła się już w światło potężne. Im ściślej będziesz się z tym światłem jednoczył, tym jaśniej oświecać ci ono będzie drogę, tym pełniejsze i doskonalsze będzie twe oświecenie. Idąc tą drogą jasną, raźno i niezachwianie, sam nawet nie spostrzeżesz, kiedy dojrzejesz do wtajemniczenia. Zaskoczy cię niespodziewanie chwila, w której zjawi ci się postać jasna, ów "Wielki Strażnik" progu, ujmie cię za rękę – dosłownie czy w przenośni, o to mniejsza – i poprowadzi do wrót "Świątyni Mądrości". Za progiem jej czekają cię próby wiodące do wtajemniczenia, a po nich usłyszysz z ust Mistrza słowa: "Tyś jest ścieżką". Gdy żegnasz kogoś wybierającego się w daleką drogę, chciałbyś w chwili rozstania powiedzieć mu wiele, bardzo wiele, chciałbyś dać mu na drogę mnóstwo rad, wskazówek i ostrzeżeń, nie mówisz mu jednak nic, bo słowa wydają ci się zbyt marne i nieudolne. Dopiero w ostatniej chwili rzucasz mu słów kilka, w których zamykasz wszystkie twe dobre życzenia dla niego. Tak i ja, zamiast słów pustych, dam Ci na dalszą drogę tylko to życzenie:

Niech Cię Bóg prowadzi!

Raja Yoga





© 2003-2008 Bractwo Złotej Szaty Świątyni Mądrości Śigatse. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt: raani@shigatse.pl